Internet opanowała pewna plaga: gdziekolwiek zajrzę, tam znajdzie się mnóstwo osób, narzekających na swój marny los. Może warto byłoby to określić mianem trendu, a może nawet i mody, skoro wylewanie żali cieszy się tak wielką popularnością w sieci?
Rodzice nie rozumieją, dziewczyna nie kocha, kumple "dawno mnie olali" - cytując słowa pewnego polskiego przeboju. Nie mam pracy, przez to brakuje mi pieniędzy, perpektyw, albo inna wersja: mam marną pracę, ale słabo płatną. A gdyby tak nagle karta się odwróciła? Jestem pewien, że znaleźliby się tacy, którzy płakaliby, gdyż nie mają na co wydawać forsy...
Taką tendencję zauważam przede wszystkim w naszym dziwnym narodzie, co pewnie jest częścią spuścizny po ubiegłym ustroju. Czy to w internecie, czy w realnym życiu, narzekanie ma jedną wspólną cechę: jest nie do zniesienia. Może warto zadać sobie pytanie: kogo to interesuje? Może naszą mamę, pewnie rodzinę (przynajmniej tak powinno być), na pewno przyjaciół. Ale powiedzmy sobie szczerze: "całą resztę" świata pasjonuje to tak, jak opady zeszłorocznego śniegu - a przynajmniej tego nauczyła mnie psychologia.
Dlatego na moim blogu rzadko zaznacie wywodów w stylu: "nie mam roboty.", "nie mam kasy", czy "mój kot właśnie miauczy, bo prawdopodobnie jest głodny", chociaż problemów mam całe mnóstwo. Sorry! Zawsze możecie wyjść i nie wracać - jak powiedział mi kiedyś nauczyciel w szkole podstawowej (kiedy to było?). A mnie nie pozostaje już nic innego, jak tylko pójść po mleko. :)
Naklejam na te utwory etykietkę z napisem: "NAJLEPIEJ PRZESŁUCHAĆ I NIE NARZEKAĆ".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz