"To już dzisiaj? Na pewno? Tak, choć tak trudno w to uwierzyć" - taka myśl zaświtała mi w głowie zaraz po przebudzeniu się. Włączyłem radio (nocą na niebie i ziemi nie zaobserwowano żadnych zjawisk paranormalnych). Miałem wtedy ochotę otworzyć okno i wykrzyczeć światu o moich narodzinach, lecz w ostatniej chwili zrezygnowałem, by ubrać się i pójść na śniadanie.
Dzień urodzin to dla mnie czas, w którym robię podsumowanie dotychczasowego życia i myślę o tym, co chciałbym w przyszłości osiągnąć, zdobyć... Nietrudno się zatem domyśleć, o czym będzie dzisiejszy wpis, ale dla ścisłości: dziś będzie o moich marzeniach - a może raczej o nielicznej jej części, do których zasobu dostęp mam tylko ja.
1. Dostanie się na wymarzony kierunek studiów.
Mój priorytet. Środkiem do celu będzie tegoroczna matura. To przede wszystkim ode mnie zależy, czy ono się spełni, choć konieczna jest też odrobina szczęścia. I tego proszę mi życzyć.
2. Nauczyć się biegle władać angielskim.
(patrz wyżej)
3. Wejściówki VIP na Hip Hop Kemp
Chciałbym kiedyś znaleźć się wśród tych szczęśliwców. Najczęściej albo brakowało kasy, albo zwyczajnie nie miałem czasu na takie rozrywki. Może zatem w tym roku? Pomarzyć można, bo całe wakacje będę prawdopodobnie niezwykle zajęty pracą... Bywa!
4. Przystanek Woodstock.
(patrz wyżej)
5. Koncert Eminema.
Niestety, ten nie wyrusza w trasę z powodu uzależnienia od narkotyków (ale mam idola!), a jego polskie korzenie najwyraźniej nigdy nie przekonywały go do wizyty w tym kraju. Trasa w USA? Dotychczas była w zasięgu mojej ręki tak, jak lot na Księżyc. Życie.
6. Wydanie pierwszego nielegalnego wydawnictwa.
Ma się udać! I to jeszcze w tym roku... Nie zabraknie na niej bitów rodem z USA (i nie mam na myśli wyłącznie dźwięków) oraz featuringu z zagranicznym raperem o wybornym flow, którego miałem okazję niegdyś poznać (a o którym w tej chwili ani mru-mru).
Prace trwają od ubiegłego roku, część bitów i tekstów jest gotowa. Niesamowitą radochę mam z "robienia rapu" i tym żyję, choć nie sądzę, bym w kiedykolwiek zarobił na nim cokolwiek, lecz - szczerze mówiąc, to ostatnia rzecz, na której mi zależy.
8. Podróże.
Anglia - to jeden z nielicznych krajów, w którym rozważam osiedlenie się na stałe; tę część życia, którą tam mieszkałem, uważam za najpiękniejszą.
Bronx, Brooklyn, Detroit, czyli... Stany Zjednoczone. Polecieć i wywieźć w tego kraju to, co najcenniejsze.
Australia - pamiętam przygody Tomka w "Krainie Kangurów"... Od dzieciństwa marzę, by tam się udać, być może tam zamieszkać, bo zawsze chciałem mieszkać w takim klimacie.
Wyprawa do Japonii - od zawsze fascynował mnie ten kraj, jego kultura i język, który do dzisiaj pozostaje dla mnie zagadką.
9. Nauczyć się grać się śpiewać i grać na gitarze.
Przypominam sobie teraz moją krótką, aczkolwiek "owocną" przygodę z gitarą, kiedy to z takim zapałem zabrałem się do nauki, że udało mi się urwać dwie struny. Ze śpiewem było tak, że zanim zdążyłem otworzyć usta, wszyscy już zatykali uszy. Ale ja tak łatwo się nie poddaję!
Znalazłem dzisiaj taką maksymę dotyczącą marzeń: "Podrzuć własne marzenia swoim wrogom, może zginą przy ich realizacji". :D Mam niemal stuprocentową pewność, że mój blog czytają również ludzie zdecydowanie wrogo do mnie nastawieni i myślę, że to właśnie oni przy podczas czytania tego wpisu drwiąco się uśmiechali - to właśnie ludziom takiego pokroju dedykuję "Marzenia" Fenomena. Ja mam do Was taki stosunek, jak Eldo ("wyśmiej mnie, ja wyśmieję Twój pesymizm").
Mam nadzieję, że spełnisz wszystkie swoje marzenia i postanowienia, na na 21 urodziny ustalisz nowe, podwyższysz sobie poprzeczkę. Trzymam kciuki i wszystkiego najlepszego! :)
OdpowiedzUsuń... na 22 urodziny, uwierz mi, wiem co mówię. ;D Dzięki, dzięki!!
OdpowiedzUsuń