niedziela, 23 stycznia 2011

Grzegorz Turnau - "Fabryka Klamek" (8/10)

Trudno znaleźć w Polsce szanującego się słuchacza, który nigdy nie słyszałby o twórczości Grzegorza Turnaua. Jest czego żałować, a przekonać się o tym możecie, sięgając po najnowsze dzieło krakowskiego muzyka, zatytułowane „Fabryka Klamek”.

Płyta zawiera piętnaście utworów – dzięki każdemu z nich, przenosimy się w zupełnie inny świat. To „Kraina łagodności”, w której „Księżyc w misce” nie jest niczym nadzwyczajnym, gdzie można znaleźć „Kawałek cienia” od wszechobecnego banału i dosłowności.

 Nie zrozumie treści „ukrytych na dnie” ten, kto zawsze stronił od poezji - dla słuchacza tego pokroju będzie to tylko nic nie znaczący i niezrozumiały potok słów, a muzyka objawi mu się niczym jednorodny strumień. Artysta tylko nam towarzyszy w tej wyprawie po jego krainie niczym przyjaciel (nie przewodnik!), lecz to wyłącznie od nas zależy, którą klamkę naciśniemy; jak daleko zajdziemy i co zobaczymy. Ofiarowano nam tylko garść wskazówek, które same w sobie są już pułapką. Wielu zabłądzi pomiędzy wersami; jednych przyprawi to o frustrację, drugich o niezapomniane wrażenia estetyczne – Ci ostatni powrócą do tego krążka.

Utwory Turanua brzmią niepowtarzalnie, bo wykształcił on sobie brzmienie nie do podrobienia. W pięknym utworze „Na plażach Zanzibaru", w którym pojawił się gościnnie Sebastian Karpiel-Bułecka (Zakopower), usłyszeć można wpływy Reggae i na tym kończą się muzyczne eksperymenty na tej płycie. Z drugiej strony: po co zmieniać coś, co jest doskonałe? 

Do gustu przypadły mi również: „Fabryka Klamek”, „Dobrani do pary”, czy „Nie oglądaj się na niebo”. Trudno na tej płycie znaleźć faworyta tylko po to, by ochrzcić go mianem najlepszego, bo każdy utwór ma w sobie „to coś” – nawet, jeśli czasem po pierwszym przesłuchaniu trudno nam cokolwiek zaśpiewać, czy nawet zanucić.

Jedno, co można zarzucić tej płycie to brak energii, której w poezji również nie powinno  zabraknąć. Kompozycje zawarte na płycie mogą uśpić nawet najwytrwalszych – zastanawia mnie tylko, czy aby na pewno działa to na niekorzyść tego krążka.

„Fabrykę Klamek” polecam wszystkim  w chwilach, w których będą chcieli „odetchnąć” od otaczającego nas na co dzień smogu prostactwa, bo poezja jest właśnie swoistym tlenem dla duszy, a ta płyta – dziewiczymi terenami, niezbadanymi dotąd przez człowieka. A zatem, powodzenia w ich odkrywaniu.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz