wtorek, 27 grudnia 2011

Życie

Pamiętacie, jak kiedyś cytowałem Roguckiego? Tak na wszelki wypadek przypomnę wszystkim: "Jak każdy z nas jestem substancją, która cały czas się kształtuje. Jestem zbiorem Piotrów Roguckich, którzy kształtują się w czasie. Dzisiaj jestem zupełnie kimś innym niż byłem rok temu. Nie poznasz mnie nawet przyjaźniąc się ze mną. Musiałbyś ze mną obcować cały czas". Ba, bo to jedna z najmądrzejszych wypowiedzi, jaka - moim zdaniem - padła z jego ust; dotyczy ona również mnie.

Dziś jestem kimś zupełnie innym człowiekiem, niż jakieś pół roku temu. Już przekonałem się, co to chlanie od rana i ateizm (nie przecierajacie oczu ze zdumienia, proszę). Co sprawiło, że tak gwałtownie zmieniłem swój światopogląd i postępowanie? Ludzie i wydarzenia, które mnie ostatnimi czasy spotkały...

Brzmi jakbym się żalił? Może o to chodzi. Dziewczyna, którą kochałem bardziej niż siebie, co jest ogromnym wyczynem w świecie nastawionym na konsumpcjonizm, okazała się być zwykłą hipokrytką: perfidnie mnie wykorzystywała, gdy tylko nadarzała się ku temu okazja. Szczerze mówiąc, zbyt często czuję się, jakbym niczym nie różnił się od psich odchodów. Dziewczyna, dla której byłem gotów zrobić dosłownie wszystko (banał), której tyle razy pomogłem, dziś nawet nie ma ochoty powiedzieć mi "cześć", za to bardzo chętnie szydzi ze mnie za moimi plecami, raz po raz wysyłając mi szydercze spojrzenia. Co ja mówię, 2 tygodnie temu posunęła się nawet do tego, że ohydnie kpiła sobie ze mnie z koleżankami, siedząc naprzeciwko mnie. Jak nazwiecie taką kobietę?

Na pewno nie jest chrześcijanką. Jak po czymś takim może pójść do swojego Kościoła, do tej spowiedzi, czy jak to tam się nazywa, skoro jej tego nie przebaczyłem, a ona mnie nawet przeprosiła? Dopóki starczy mi sił, będę otwarcie (nie nachalnie) krytykował taką obłudę. I gdzie jest teraz Bóg, gdy ja cierpię niewybredne katusze, ona śmieje się ze mnie w głos (ze mnie, z mojej muzyki, przekonań) i jest szczęśliwa? Szczęśliwa z bogatszym chłopakiem.

"To boli tak mocno i żeby nie zwariować, trzeba uciec w samotność". Miesiąc nie mogłem się otrząsnąć, przez dwa nie byłem w stanie się niczego nauczyć, co nie rokuje dobrze w przypadku rozpoczętych przeze mnie studiów. Najgorsze jest to, że muszę widywać to pojebane towarzystwo niemal co dzień, jak Eminem w "Going Throught Changes"- udając twardego i mocarnego, choć przeszywa mnie straszny ból i nie mam na myśli wyłącznie braku akceptacji ludzi, których jedynym zainteresowaniem jest życie innych, a namiętnością szyderstwo. Powinienem się do niego przyzwyczaić, biorąc go za przyjaciela, czy raczej walczyć z nim mimo kolejnej kapitulacji (mówię o bólu)?

Słuchałem już "Parapetu", "Listopadu", "Ekharta", "Widokówki", "Ostrości na nieskończoność"... Dziś słucham "Pierwszego Wyjścia Z Mroku" i "Systemu", ale w chwilach takich jak ta nawet moja ukochana muzyka nie przynosi długo oczekiwanej ulgi. Napisałem stos wierszy na temat tego, co czuję, mam trzy bliskie osoby, z którymi mogę o tym pogadać, ale i tak to wszystko na nic. W dzień miewam się całkiem nieźle, ale wieczory bywają naprawdę ciężkie. Co zatem mi pozostało? Skoczyć z mostu, po drodze biorąc potężny łyk wódki?

Czasem czuję, że naprawdę nadchodzi już moja chwila... Zwariowałem? Wiem, wiem, życie zmienia się niczym pogoda, dziś chce Ci się wymiotować, jutro może wyjść słońce. Tylko dlaczego ofiarowane dobro do mnie nie wróciło? Czy za dużo wymagam od ludzi? Potrafi ktoś odpowiedzieć na te pytania? Już nic nie wiem, nie chce mi się pisać, ani tego poprawiać. Wiem jedno: Nie wierzę więcej w ludzkość. Kropka! Czy ktoś to w ogóle kurwa jeszcze czyta?














I może coś jeszcze na pocieszenie?

3 komentarze:

  1. Nie udało się tego tam skomentować, więc zrobię to tutaj: http://co-my-tu-robimy.blog.onet.pl/2,ID435020984,SL444199367,index.html Słysząc kolejną taką historię, dochodzę do wniosku, że ten świat od zawsze był popierdolony, a ja dotychczas karmiłem się tylko złudzeniem, że jest inaczej. Nic jednak nie przynosi takiej otuchy jak myśl, że na kuli ziemskiej wciąż istnieją "normalni".

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie ma co popadać w ekstrema, świat nie jest czarno-biały, nie jest też ani czarny ani biały, jest dziwny, zwyczajny, fantastyczny i koszmarny. Wszystko zależy od okoliczności. To co Cię spotkało, spotka Cie jeszcze nie raz więc to dobry moment żeby wykuć sobie zbroję odpowiedniego rozmiaru i w pasującym kolorze.

    Emocje ostygną, ból wywietrzeje, a Ty nawet się nie zorientujesz ale zbroja i doświadczenie zostaną więc zamiast się użalać - Do roboty!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakbym słyszał mojego psychologa... Właśnie miałem coś o tym napisać, zaraz to zrobię...

    OdpowiedzUsuń