Nie wiem, co mnie naszło, żeby się tu odezwać. Tak po prostu postanowiłem usiąść przy kompie i coś naskrobać. Może to domniemany koniec świata? Na pewno nie:) Wena? Nic z tych rzeczy.
Ostatnio włączyłem sobie numer "Rok później", który towarzyszył mi w najgorszym okresie mojego życia i z którym utożsamiam się na maksa. Naprawdę, w tym beacie i rapie jest skumulowanej mnóstwo energii, zarówno tej pozytywnej jak i pozytywnej, która uwalnia się za każdym razem, gdy tylko nacisnę "PLAY".
Zastanawia mnie, co jest takiego w tym numerze, że tak strasznie łapie za duszę i nie chce puścić mimo tysięcznego przesłuchania? Na czym polega jego fenomen? Teledysk jest dobry, beat jest dobry, raper dobry, jak na Polskę nawet bardzo, ale w sumie jego flow i technika nie jest na jakimś niewiarygodnym poziomie. Dochodzę jednak do wniosku, że biega tu o bezpretensjonalną, prostolinijną nawijkę o tym, co go spotkało, jak wygląda jego życie, bez zbędnego patosu, ale i omijając banał - i to jest dla mnie kwintesencja rapu, dająca zarówno temu numerowi, jak i całemu wydawnictwu, miano klasyka polskiego wydania czarnej muzyki. Nie jestem odosobniony w tym osądzie, biorąc pod uwagę popularność tego numeru, jak i fakt że Bonson jest już na legalu (w chwili, gdy o nim usłyszałem, było inaczej).
Chłopak zwie się Bonson i miałem okazję zaczepić go na jednym z festiwali - lekka depresja, pod wpływem, zasmucony, zrezygnowany, tak strasznie mnie przypominał w tamtym okresie, że miałem ochotę go wyściskać, tak po męsku... Infantylny jestem. Całe szczęście, że jestem już w innej sytuacji życiowej i nie muszę się już utożsamiać z jego treścią (w znakomitej większości). Na całe szczęście.
Piszę to tak od siebie, bez poprawek, toteż sorry za błędy rzeczowe, językowe, etc. Powód? Lenistwo. Noszę się z zamiarem usunięcia tego bloga, żeby nie zostawiać na necie śladów niechlubnej przeszłości, zamknąć pewien etap mojego życia raz na zawsze. Są jacyś przeciwnicy? Wątpię! Ludzie, dla których to pisałem, już tu raczej nie ma. Wcześniej jednak skopiuję co nieco z moich szczeniackich wywodów, bo czasem przecieram oczy ze zdziwienia, że to ja jestem autorem tych wpisów:D
Co u mnie? W porównaniu z rokiem 2011 - lepiej. Idę do przodu, a chyba o to chodzi. Parę nowych ludzi, kolejnych złudzeń, małych upadków, lekcji pokory i mnóstwo hipokryzji. Dziś jestem innym człowiekiem, niż rok temu (na myśl przychodzi mi Eminem i ukradziony od Ozzy'ego refren - "I'm going throught changes"). Ale jest lepiej, powtarzam. Tamtą dziewczynę mam daleko w dupie. Ale ze mnie cham, nie? Ale lepsze to, niż po pół roku od sprawy, jej ewidentnej winy, zrobić na ulicy winę niewiniątka i jakby nigdy nic powiedzieć "cześć!". Ale - szczerze mówiąc - dzisiaj to pierdolę. Dużo jest prawdy w truizmie pt. "czas goi rany". Oj, dużo. Lecę na jakichś pierdolony wykład z kulturoznawstwa. Trzymajcie, się, nigdy, ale to przenigdy się nie poddawajcie! Nie wolno Wam.
Będę tęsknił,
Wasz mądrala:)
http://www.cda.pl/video/5470219/Bonson---Matek-Rok-Pozniej
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz